Autor Wątek: Castlevania 2 Zemsta Belmonta [GB]  (Przeczytany 1099 razy)

Offline stasiek19

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 203
Castlevania 2 Zemsta Belmonta [GB]
« dnia: Grudzień 10, 2016, 18:55:07 »
Przeglądając polski ebay natrafiłem na gre na game boya. Nie tak, jakby to była jakaś rzecz nadzwyczajna, w końcu za takimi się akurat oglądałem. Moje oko przykuł jednak jej tytuł. Brzmiał on Castlevania 2 Belmont's revenge. Od razu zacząłem sobie przypominać chwile spędzone przed starym, dobrym szarakiem z pewną znaną i lubianą odsłoną tej serii, o tytule zaczynającym się na literę "s" a kończoncym się na "ymphony of the night". Po szybkim zapoznaniu się za paroma nagraniami z rozgrywki i recenzjami, wydałem te trzydzieści parę złotych i oczekiwałem na kuriera. Kiedy paczka dotarła, a ja z wypiekami na twarzy ją otworzyłem zauważyłem że jak ostatni frajer dałem się nabrać na pirata. Pomyślałem sobie jednak "nic to" i załączyłem gierkę na jednym z moich dwóch klasycznych gameboji.

Moim ślicznym, sprawnie wykrywającym piraty oczkom, ukazało się niezwykle ślamazarnie zilustrowane tło fabularne. Otóż nasz bohater, Krzysztof Belmont właśnie miał przekazać swojemu synalkowi Solyeiju tytuł łowcy wampirow. Zabawa jest szampańska. WTEM sol znika. Nasz kandydat do ojca roku wyrusza więc ponownie skopać zadek drakuli, no bo w końcu jak wszyscy wiemy jest to główny sprawca zła na całej ziemi. Teraz wyobraźcie sobie czytać jedno zdanie na 20 sekund z tego co napisałem do tej pory. Można zasnąć, co nie? Takie właśnie niestety było intro tej gierki. Jednak jako mądry gracz, i wielki fan sonica, tak jak każdy człowiek na świecie, postanowiłem wybrać opcję nowej gry. Musiałem jeszcze tylko wybrać poziom od którego chciałbym zacząć. Po dokonaniu najtrudniejszej decyzji w swoim życiu mogłem przystąpić do zabawy. Nasz bohater jest najwyraźniej bardzo dotkliwie dotknięty przez ząb czasu bowiem poruszanie się sprawia mu niemałe kłopoty. Otóż Krzysiek porusza się niesamowicie wolno. I muszę przyznać że bardzo mi się to spodobało. Dzięki powolnej motoryce starego dziadygi, pogromcy wampirów, mogłem się zrelaksować i bez żadnego stresu cieszyć się nieśpiesznym tempem rozgrywki. Aż tu nagle zza filaru wyleciał orzeł i mnie zabił. Myślę sobie "nic to" i próbuję od nowa. I faktycznie za drugim podejściem pokazałem ptaszorowi gdzie pieprz rośnie a następnie udałem się dalej. Po około pół godzinnym cyklu prób i błędów, starając się odkryć słabe punkty niezliczonych pułapek i innych belzebubów, dotarłem w końcu do pierwszego bossa. Ten walnął mnie piorunem z nieba i mnie zabił. Myślę sobie "nic to" i pełen determinacji wybieram opcję kontynuacji. Z mojej twarzy zszedł jednak zachwyt gdy dowiedziałem się że kontynuacja nie przenosi nas do ostatniego punktu kontrolnego a do przedprzedostatniego. Przez to musiałem przechodzić połowę poziomu pd nowa. Jednak dzięki moim magicznym zdolnościom gracza nałogowego byłem w stanie sprostać wszelkim przeciwnościom losu i ponownie przystąpić do walki z tajemniczym piorunowładnym. W mojej głowie rozbrzmiewała pieśń wojownika "dawaj na ring" i dzięki takiej motywacji byłem w końcu w stanie pokonać zeusa co uciekł z olimpu i wyszedłem z pierwszego poziomu zwycięzko. Czynność powtórzyłem pięć razy, przy następnych planszach, gdzie do walki stanęły takie kreatury jak oczyska z piekła rodem, żaby co śpiewały na aby aby, czy bumerangowcy przyćmiewający swoimi rzutami nawet dziecko z drugiej części przygód szalonego Maksymiliana, które to w apogeum swoich umiejętności podkręcania, potrafiło rzucić bumerangiem tak, że nawet jego ofiara nie była w stanie dostrzec jak w mgnieniu oka staje się bohaterem najpopularniejszego dowcipu o stolarzach.

Kiedy w końcu dotarłem pod same bramy piekielnej willi zesłannika belzebuba, moich uszu dobiegły rozszalałe dźwięki niczym z dyskotek pełnych wzmacniaczy i świateł stroboskopów. Dzięki takiej uroczej kakofonii byłem w stanie w końcu dotrzeć do komnaty syna marnotrawnego. Dzięki moim niezawodnym umiejętnościom akrobatycznym byłem w stanie przegrać z Solju na tyle wiele razy, że przywitał mnie ponownie ekran kontynuacji. Myślę sobie "synek, bo jak ja cię (...)", i dotarłem ponownie do pokoju typa niepokornego, który ponownie rzucił we mnie nożem i mnie zabił. Czynność powtórzył paręnaście razy aby się upewnić że jego młodzieńcze wybryki nie spotkają się z ojcowską dezaprobatą i nie zostanie ukarany czerwonym paskiem na swojej dupie. Rozwścieczony, wyłączyłem konsolę i odłożyłem ją na biurku myśląc o tym co robić dalej ze swoim życiem.

Kiedy już dorobiłem się majątku i rodziny, postanowiłem zmierzyć się ze swoim największym życiowym koszmarem, buntowniczym synem Krzysztofa. W końcu za zbytnie zuchwalstwo musiała go spotkać surowa kara, i nie možna było jej odkładać na później. "W końcu już tydzień minął odkąd zagrałem w tę grę, do jasnej cholery", pomyślałem. Nie chciałem w końcu żeby stał się rozpieszczonym bachorem. Nadeszła godzina surowej kary. Ponownie przebiłem się przez kazamaty pięciu zamków nalężących najwyraźniej do naszego pomysłodawcy anakina skywalkera. Jako nauczony doświadczeniem dałem radę przebić się przez kolejne zastępy wrogów bez żadnej skuchy. W końcu dotarłem pod drzwi pokoju syna. Uszanowałem jego prywatność pukając, ale podkreśliłem swój ojcowski autorytet wchodząc tak czy siak. I znowu dałem się zabić. Trzynaście razy. Za czternastym razy jednak podwinęła mu się jego niewierna noga i w końcu dałem mu radę. Byłem zwycięzcą. Matka była by ze mnie dumna. Sol Badguy próbował się jeszcze tłumaczyć, próbując mnie przekonać że tak naprawdę to nie on tylko jego zaginiony brat bliźniak, lub coś w tym guście. Moje spojrzenie pełne dezaprobaty było jednak dla niego wystarczającą karą. Zostawiłem syna w pokoju aby przemyślał swoje zachowanie i ruszyłem jeszcze rozprawić się z głównym demoralizatorem, Drakulą.

Po godzinie nieustannych starań metodą prób i błędów w końcu byłem w stanie go pokonać. Dzięki moim zdolnością teleportacyjnym, Krzyśkowi i Soljeijowi udało się teleportować poza obszar filii, która malowniczo rozsypała się, a moim pięknym oczkom ukazały się napisy końcowe. Soldbejxhvjanqprpfluj nawet na końcu próbował soilbie przypisać wszelkie zasługi i mówił że dzielnie pomagał mi w mojej przygodzie, jednak ja znałem prawdę. Kara go nie ominie.

I tak zakończyła się moja przygoda z grą Castlevania Dwa Zemsta Belmonta. Muszę przyznać że była to bardzo ciekawa podróż pełna przygód. Co prawda z początku nie wybaczająca nawet najmniejszych błędów, z czasem jednak wynagradzająca nasze wysiłki. Polecam samemu zapoznać się z rodzicielskimi przygodami Krzysztofa, nawet jeżeli do dyspozycji będziemy mieli tylko piracką kopię. Gra jest pełna wrażeń i pamiętnych chwil, a to już coś.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 10, 2016, 21:56:23 wysłana przez stasiek19 »

Offline Borsuk

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 56
Odp: Castlevania 2 Zemsta Belmonta [GB]
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 10, 2016, 21:23:48 »
Cholera. Pierwsze co zrobiłem to poszukałem na allegro i ebayu tej gry. To znaczy że recenzja spełniła swoją rolę ;)

Offline stasiek19

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 203
Odp: Castlevania 2 Zemsta Belmonta [GB]
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 10, 2016, 21:45:35 »
nawet nie wiesz jaką mi radość sprawiłeś tym twierdzeniem :D